Tu i teraz czyli moje odkrywanie Tajlandii cz. 2 | Worldaround.co.uk
  • Witamy
    na World Around

    Lubisz podróże?
    Potrzebujesz profesjonalnych zdjęć?
    Dobrze trafiłeś!

  • Zaplanuj wakacje
    z World Around!

    Oferujemy zwiedzanie najciekawszych miejsc na ziemi
    Małe grupy uczestników
    Całodobowa opieka przewodnika

  • Przeglądaj zdjęcia
    zakup ulubione

    Zapraszamy do naszych galerii
    Skorzystaj z naszego sklepu
    Płać za pomocą Paypal

Previous slide Next slide

Logo

Tu i teraz czyli moje odkrywanie Tajlandii cz. 2

Sezon na Ko Samui rozpoczyna się od połowy listopada, a kończy w marcu. Chociaż ostatni sezon w niczym nie zachęca turystów do przyjazdu na wyspę, to wierni niemieccy, francuscy i skandynawscy turyści próbują przekonać naturę do powrotu do ustalonego cyklu następowania pory suchej po okresie intensywnych deszczy. Tymczasem efekt „globalnego ocieplenia” w coraz większym stopniu zmienia naturalny porządek klimatyczny. Stąd i tutaj nieustające deszcze w grudniu powodują pustoszenie hoteli, ośrodków i plaż.

Tradycja buddyjska Tajlandii powoduje, że Święta Bożego Narodzenia w Tajlandii zachowują jedynie wybrane elementy symboliki chrześcijańskiej obchodów tak przecież ważnego okresu mijającego roku dla wielu Polaków. Stąd dostrzega się takie świąteczne atrybuty jak choinki w dużych domach towarowych czy popularne niezwykle czapki Mikołaja, w których paradują kelnerzy, pokojówki i dzieci. Powszechnym zwyczajem buddyjskich uroczystości jest puszczanie świetlistych lampionów w niebo. Rozgrzane powietrze świeczki umieszczonej wewnątrz unosi papierowy balon-latawiec w przestworza niosąc życzenia duże i małe.

thai13
thai14

Wieczór minął w rytmie leniwego klimatu charakterystycznego dla Maenam, w północnej części wyspy Ko Samui. Bungalow, w którym mieszkam, przylega do innego, a ten do jeszcze kolejnego, ustawionych w dwa szeregi visa vis siebie. Palmy wokoło dają cień za dnia, a wieczorem korespondują swoim wizerunkiem z barwami zachodzącego słońca. Wejścia domostw za dnia zwyczajowo są uchylone szeroko. Zatem niezamierzenie stajesz się uczestnikiem i obserwatorem życia innych ludzi, którzy swoją prywatność odkładają na czas nocny. Zanim jednak noc nastanie doświadczam swoistego reality show celebrowania życia rodzinnego przy otwartych drzwiach. Ojciec pucuje swoją Yamahę na wysoki połysk (coś w typie Harley’a, nie znam się na motorach), żona prasuje na tarasie, dorabiając tym zajęciem wraz z praniem do budżetu domowego 30 bahtów za kilogram, syn zaś siedząc na posadzce w drzwiach wejściowych rysuje coś z zacięciem przybierając przy tym wszelkie możliwe horyzontalne pozy.

Czas Bożego Narodzenia tego roku upływa zatem w strugach deszczu. Stąd i mniej uśmiechu, tak tutaj powszechnego, na twarzach dorosłych i dzieci.

Nikt nie obdarowuje się prezentami, a muzyka płynąca z przyulicznych kramów, restauracyjek i barów w niczym nie przypomina naszych kolęd. A propos uśmiechu to jest on wizytówką i etykietą tajskiej społeczności.

birma15
thai16

Wigilia pod palmami to tajski Mikołaj na motocyklu wjeżdżający w samym środku kolacji między stoliki, Rosjanie w akwalungu przybywający na basen hotelowy gotowi na wieczorny trening nurkowy, puszczanie w niebo świetlnych lampionów. Tak wyglądają święta w na wyspie Ko Samui.

Uśmiech jest tutaj powszechny. Starzy i młodzi, rolnicy czy biznesmeni, brzydcy i ładni, rozdają uśmiechy na lewo i prawo. Dlatego turyści i podróżnicy upodobali sobie ten zakątek świata, bo będąc obdarowywani zewsząd szczerymi uśmiechami i doświadczając wyrazów sympatii ze strony tubylców, czują się tu mile widziani.

Moim lokalnym przewodnikiem po północnym Ko Samui czyli Maenam jest Sak, były szef kuchni i restauracji w Coco Palm Beach Resort, gdzie miałem okazję uczyć nurkowania gości tego ośrodka. Sak będąc typowym wyznawcą „tu i teraz” odszedł z prominentnej pracy jednego dnia po krótkiej wymianie zdań z menadżerem hotelu, który postanowił nie wypłacić mu kwoty za kilka nadgodzin przepracowanych w restauracji. Sak bez zastanowienia zdjął swój biały fartuch, odwrócił się na pięcie i odszedł z pracy. Kilka dni temu spotkałem Saka na plaży gdzie wytrwale porządkował brzeg ze swoim szwagrem i synem, karczując dojście do piaszczystej ścieżki łączącej nabrzeże z główną drogą do Maenam. Miało to miejsce zaledwie kilka dni po jego demonstracyjnym odejściu z Coco Palm. Szczerze zdziwiony nad czym tak pracują z Nindża Inżynierem (szwagier Saka o wiecznie zamaskowanej twarzy niczym japoński zabójca), dowiaduję się, że budują restaurację.

thai17
thai18

Rzeczywiście, miejsce urokliwe, „przecudnej urody” powtarzając za Piotrem Bałtroczykiem. Trochę ze zdziwieniem, trochę z niedowierzaniem, zapytałem:
„Kiedy planujecie skończyć budowę i otworzyć restaurację?”
„Za miesiąc” padła odpowiedź z ust Saka wraz z dokładną datą planowego otwarcia.
Wszyscy powrócili do swoich młotków i pił, a ja ze swoim Nikonem powędrowałem dalej plażą w kierunku Buddha Beach, powątpiewując w jego zapewnienia. Wtedy nie uwierzyłem, że jest to w ogóle możliwe. Pech chciał, że dokładnie miesiąc później, po okresie spędzonym na sąsiedniej wyspie Ko Phangan, miałem okazję być na tej samej plaży. Restauracja Saka była gotowa, a on w roli szefa, w swoim sakramentalnym białym fartuchu, polecał moim znajomym najświeższe ryby, owoce morza i inne potrawy ze swojej przyplażowej restauracji.

Ko Samui jest głównym miejscem przesiadkowo-postojowym w drodze na Full Moon Party na wyspie Ko Phangan. Legendarne, rzekomo największe plażowe party na świecie, jest miejscem pielgrzymek backpackersów z całego świata. Raz w miesiącu, przy pełni księżyca, wszelkiego autoramentu indywidua i odmieńcy ciągną jak mrówki do mrowiska na plażę tętniąca muzyka trans do białego rana. O zjawisku tym zechcę napisać odrębny tekst, bo jest to swoisty ewenement socjologiczny. Tym niemniej, mówiąc o Ko Samui, nie sposób nie nadmienić, że część atmosfery nieustającej imprezy udziela się również młodzieżowej części turystów udających się na plażowo-muzyczne szaleństwo pod gwiazdami.

thai20
thai21

Ostoją europejskości w centrum Azji, a właściwie amerykańskości pozostają sklepy sieci Seven Eleven, oferujące na ogół przez 24 godziny na dobę, bądź do wczesnych godzin rannych, najbardziej produkty życia codziennego tak powszechne Europie czy Ameryce. Tutaj zatem zaopatrzysz się nie tylko w baterie do swojego aparatu, paracetamol czy kartę SIM, ale również przyrządzisz sobie wyśmienitą zupkę Tom Yam, w rożnych konfiguracjach smakowych albo zasmakujesz lokalnych lodów z automatu. Sklepy Seven Eleven są również domyślnym miejscem spotkań turystów, a w miejscach takich jak Ko Samui swoistym centrum kulturalno-rozrywkowym oraz punktem informacyjnym zarazem.

Maxa, włoskiego kierowcę TIRa w rockowym stylu ala AC/DC, widuję tutaj codziennie w towarzystwie znajomych mu kikumiesięcznych turystów, wydającego swoje ciężko zapracowane oszczędności na nieustające wakacje. Przyjeżdża na wyspę od 5 lat, na 3-4 miesiące w roku, zawsze w to samo miejsce, Maenam, żeby odpocząć od włoskiej codzienności. Mama San, właścicielka sąsiadującego ze sklepem baru, ma zawsze dla niego miejsce przy kamiennym stoliku oraz butelkę ulubionego, tajskiego piwa Chang.

Nie wiedzieć czemu, na Ko Samui, oprócz wszechobecnej muzyki tajskiej przyjęła się stylistyka Reagge i bary z pobrzmiewającymi piosenkami Boba Marleya nie są tu rzadkością. Na plaży czy przy głównej drodze opasującej całą wyspę 50-kilometrową nitką napotykam wielu miłośników stylu Rasta. Dźwięki jamajskich gitar wpasowują się idealnie w klimat i filozofię „Tu i teraz”.

thai22
thai23

Tajski masaż na plaży Maenam to wydatek niewielki, bo zaledwie 200 Baht’ów czyli 20 polskich złotych, a zażywając go doświadczasz przyspieszonego kursu ze zrozumienia specyfiki miejsca jakim jest Ko Samui. Masaż tajski niesie ze sobą spokój i odpoczynek, relaks i ulgę, powiew nadmorskiej bryzy i kojące dźwięki dla ucha. Jednym słowem całkowita dekadencja.

Tajlandia jest naznaczona wszechobecnością Buddyzmu. Wizerunki czcigodnego Buddy napotykamy na każdym kroku, równie często jak wizerunki Chrystusa i krzyże w naszym kraju. Miejsca buddyjskiego kultu otoczone są powszechnym szacunkiem i czcią. Pomarańczowe szaty mnichów wędrujących uliczkami miast i wsi z przyboczną miską na strawę ogniskują uwagę przechodniów powodując odruchy szczodrości w datkach od miejscowej ludności. Na Ko Samui buddyzm jest jednak mniej widoczny niż w innych miejscach Tajlandii. Aby dotrzeć do kilku świątyń trzeba zboczyć z powszechnie uczęszczanych szlaków turystycznych. Należy być jednak ostrożnym z natarczywością i ciekawością fotograficzną, gdyż jest to często postrzegane jako brak wyczucia, często wręcz odczytuje się takie zachowania jako zwykła niegrzeczność.

Dzieci tajskie są zawsze uśmiechnięte, z wyjątkiem tych krótkich chwil kiedy płaczą. Nigdy nie pytam się czy mogę zrobić zdjęcie. Nawet jeżeli miałoby to być niestosowne czy niegrzeczne, staram się obrócić to w żart, mając w zanadrzu jakiś żart czy mały prezent. Ale najlepszym motywem do robienia udanych zdjęć dzieciom jest pokazywanie im na bieżąco efektów swojej pracy. Z reguły spotyka się to z ciekawością i szczerym uśmiechem, co jest największą nagrodą dla wytrwałego fotografa. O jednym w Tajlandii należy pamiętać robiąc zdjęcia dzieciom. Nie należy dotykać, głaskać po głowie. Takie zachowanie może zostać uznane co najmniej za niegrzeczność, a częściej za gruby nietakt.

thai24
thai25

Polacy trafiający na Ko Samui są rzadkością, a ci którzy tu trafiają są osobami niezależnymi finansowo i zawodowo, co pozwala im na bardzo zindywidualizowany pomysł na podróżowanie. Zauważam coraz częstszą i coraz bardziej powszechną wśród podróżujących Polaków tendencję do uniezależnianie się od biur podróży w wyborze miejsca swoich egzotycznych wakacji. Sam odszedłem kilka lat temu od wariantu kupowania gotowej oferty wyjazdowej, nie tylko z powodu oszczędności kosztów, ale przede wszystkim z uwagi na możliwość uelastycznienia swojej podróży. Kupując jedynie bilet lotniczy do interesującego mnie miejsca uniezależniam się od sztywnych i kosztownych zmian w planach podróży organizowanej przez pośrednika. Coraz większa liczba Polaków posługuje się językiem angielskim na takim poziomie, który pozwala im na bezproblemowe przemieszczanie się w rozmaitych kierunkach bez narodowych kompleksów. Stąd turyści z Polski, których spotkałem na Ko Samui byli niezależnymi właścicielami swoich własnych mniejszych lub większych biznesów i z całą odpowiedzialnością przyznaję, reprezentujący taki wymiar Polskości z jakim z satysfakcją się identyfikuję. Polskich rezydentów na Ko Samui mógłbym zliczyć używając palców jednej ręki. Co innego sąsiednia wyspa w zatoce syjamskiej, Ko Phangan. Ale o tym opowiem następnym razem.

thai26
thai27

Z turystycznym pozdrowieniem.

Ryszard Wierzbicki